Loading

Kilka gruzińskich impresji na początek

Witamy na blogu CZAJKA TRAVEL

Zgrany zespół ludzi, dla których podróże to pasja i sposób na życie.

Kilka gruzińskich impresji na początek

Kilka gruzińskich impresji na początek…

Lubię myśleć o Gruzji jak o kaukaskiej kobiecie z powieści Michaiła Lermontowa. Jaka jest ta kobieta? Oczywiście egzotycznie piękna i pełna sprzeczności. To porównanie pozwala mi czasem poddać się urokowi Gruzji bez zadawania zbędnych pytań…

Poza wspomnianą urodą i antynomicznym charakterem – żadne uogólniające określenia nie wydają się wystarczająco celne przy opisywaniu Gruzji. Nieco dzika? Tak, mogłam tak pomyśleć, kiedy po raz pierwszy wylądowałam w Kutaisi, niemal pośrodku niczego. Szumna nazwa „lotnisko” obejmowała pasy startowe oraz skromną jednopiętrową halę, w której sprawdzano dokumenty. Kiedy wracałam do Gruzji po zaledwie kilku miesiącach, to owszem, hala się nie powiększyła, ale za to w jej wnętrzu wyrosły maleńkie kawiarnie i sklepy, a na zewnątrz już  prężnie działała cała infrastruktura parkingowo-transportowa. Obok pojawił się też mały staw otoczony zielenią; wspaniała letnia poczekalnia. Więc taka dzika z pewnością nie jest. Tylko bywa – i o tym napiszę innym razem.

A zatem nowoczesna? Rzeczywiście, kiedy znalazłam się na twierdzy Narikała w Tbilisi i spojrzałam w dół, to w słońcu dumnie błyszczały wielkie budynki z metalu i szkła. Każdy, kto choć raz widział tę panoramę, na pewno doskonale pamięta nietuzinkowe symetryczne bryły. Ale pamięta też, że tło dla nich stanowi barwna paleta domów, które stoją tu tak długo, że zdążyła je już opleść gęsta pajęczyna… sznurów z praniem.
Wystarczy przecież odwrócić się twarzą do twierdzy, żeby zrozumieć, że naturalnymi murami tego współczesnego miasta była i będzie wielowiekowa tradycja.

No więc jaka w końcu jest ta kobieta z powieści rosyjskiego pisarza? Kto przeczyta, ten się (nie) dowie… 😉

Gabriela Nowak

 

admin007

admin007

POZOSTAW KOMENTARZ